Smaku W RESTAURACJI

DZIESIĘCIU WSPANIAŁYCH

17 stycznia 2018

Chociaż poprzedni rok nie należał do najprostszych, to w kwestii jedzenia wzbogacił mnie o dziesięć nowych miejscówek, które przy każdej możliwej okazji będę odwiedzać. Okazuje się, że to nie moje ukochane miasto Warszawa, a południe Polski i w sumie też Europy sprawiło, że moje kubki smakowe rozemocjonowały się na dobre. Z wielu rankingów wychodzi, że to slow food i street food jest teraz na językach wielu Polaków. U mnie od lat grają pierwsze skrzypce więc tym bardziej mnie to cieszy, że to często tradycja i podejście do produktu ma znaczenie, a nie wymyślne pianki, azociki i galaretki, których notabene często nie rozumiem i wcale mi do szczęścia nie są potrzebne. 
Zatem przejdźmy do zwycięzców. Miejsc nie przyznaje, z wiadomych względów – wszyscy są na podium!

 KARAKTERBrzozowa 17, 33-332 Kraków
Lipiec, upał i urodzinowa kolacja – niespodzianka dla mojej drugiej połowy. To była najprzyjemniejsza uczta w 2017 roku. Zamówiliśmy kilkanaście potraw : zaczynając od tatara z koniny i z wołowiny, przechodząc dalej przez strusie żołądki, móżdżki cielęce, mule zapiekane w beszamelu, kurze łapki, na lodach szczawiowych z przypalanym koglem moglem i foie gras z ciastem marchewkowym skończywszy. Kocham polską kuchnię, kocham mięso i zaczynam kochać podroby. A jeszcze bardziej kocham miejsca, które mają równy poziom w całej karcie, a tak było w przypadku Karakteru. 

RANNY PTASZEK, Augustiańska 5, 31-064 Kraków
Zostańmy jeszcze w klimacie Krakowa i cudownego Kazimierza. O dziewczynach z Rannego Ptaszka mogę mówić i pisać godzinami. Oczarowały mnie od pierwszego wejrzenia, a ja jestem z tych osób, które jak się zakochają to na zabój. Rozczuliły mnie też ogromną autentycznością swoich potraw i tym, że poczułam się znowu jak mała dziewczynka, która z utęsknieniem czeka na niedzielne racuchy mamusi. Oprócz tych cudownych placków, w Rannym Ptaszku zjemy głównie śniadania i lunche, których bazą jest kuchnia wegetariańska. Nie bójcie się mięsożercy, dziewczyny sprowadzają też pyszną kiełbaskę z mangalicy i podają w towarzystwie szakszuki. To było nie tylko najlepsze śniadanie w 2017 roku, ale także najlepszy wywiad!

L’AVANT COMPTOIR DE LA MER, 5 carrefour de l’odeon, 75006 Paryż
Moimi ulubionymi pamiątkami z wakacji są smaki. Uwielbiam wracać z podróży zainspirowana tym czego jeszcze w Polsce nie ma. Właściciel i znakomity szef kuchni – Yves Camdeborde założył dwa sąsiadujące ze sobą bistra nawiązujące do smaków ziemi i morza. Tym razem zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu owoce morza. Najlepsze ceviche z tuńczyka jakie jadłam, winne mule z dużą ilością ziół i masła, łosoś z pistacjami i naturalne wina francuskie to tylko niektóre z pozycji, które warto tam spróbować. Pomysł na bistro bez krzeseł, w którym chodzi o to aby zjeść szybki posiłek w ciągu dnia, lub wieczorem zrobić małe niezobowiązujące spotkanie w gronie znajomych jest czymś czego w Warszawie trochę mi brakuje. W ciekawej formie przedstawione jest także menu,  które jest zawieszone pod sufitem w formie kilkudziesięciu kart, z zaprezentowanymi daniami. Ach zapomniałabym o wypiekanym na miejscu chlebie i maśle… Takiego masełka to ja dawno nie jadłam! Miało 86% zawartości tłuszczu i było z kryształami soli. Chyba nie muszę Wam przypominać, że chleb z masłem to moje ulubione danie?

TONNARELLO, Via della paglia, 00153 Rzym
Kolejnym podróżniczym odkryciem w 2017 roku był Rzym. Nigdy wcześniej w nim nie byłam i uwierzcie mi, że bardzo tego żałuję. Kuchnia włoska jest tak bliska naszej, że czasami zamykając oczy mogłabym ich nie odróżnić. Kochamy proste aczkolwiek pracochłonne dania. Nie ma nic lepszego niż własnej roboty makaron – może być spagetti, ale równie dobrze mogą być to lane kluski. O Tonnatello słyszałam z bardzo różnych źródeł, tym bardziej byłam nieznośna bo od pierwszego wieczoru w Rzymie chciałam pobiec tam czym prędzej. Jako, że moje współtowarzyszki chyba chciały mnie trochę okiełznać, przytrzymały mnie do ostatniego wieczoru. Wizyta w Tonnarello okazała się pierwszą i jak na razie ostatnią. Cacio e pepe to sztandarowe danie w tej części Włoszech. To tak jakby nie spróbować pierniczków w Toruniu lub rogali Marcińskich w Poznaniu… (matko, gdzie we mnie warszawski patriotyzm?!) Ten makaron musicie zjeść – problem jest taki, że w wielu miejscach jest on paskudny. Niby makaronu z serem i pieprzem nie da się spieprzyć, a tu jednak niespodzianka! Dlatego jeśli będziecie spacerować po Trastevere, koniecznie wstąpcie do Tonnarello! Ku mojemu i pewnie waszemu zaskoczeniu to nie makaron a przystawka spowodowała, że oszalałam z zachwytu. Oprócz rzeczy, które kocham i wymieniłam je wyżej, do listy dołączam karczochy. Jak kiedyś już dorobię się ogródka i postawię szklarnię to karczochy będą grały pierwsze skrzypce. A teraz wyobraźcie sobie, że danie składające się z jednego bohatera, żadnych dodatków, żadnych sosów – nic tylko on, mógł sprawić, że patrząc teraz na to zdjęcie dokładnie pamiętam smak każdego z tych listków. Słodko – orzechowy smak świeżego karczocha różni się diametralnie od tego, którego możemy dostać w Polsce. Dlatego mój drogi czytelniku, jeśli nigdy nie jadłeś karczochów, albo nigdy Ci nie smakowały z tej paskudnej zalewy ze słoika spróbuj go w okolicach Morza Śródziemnego, a jeszcze lepiej jak spróbujesz go w Tonnarello w Rzymie… Mogę nawet dodać, że wtedy odstąpię Tobie parę karczochów z domowego ogródka!

SZAMMA, Raciborska 1, 44-100 Gliwice
O chłopakach ze Śląska już na Głodnej pisałam – o tu – jednak to co bym chciała jeszcze dodać to o przyjacielu, który mnie do nich zaprowadził. Momentami wydaje mi się, że Tomek ma większe oczekiwania co do jedzenia ode mnie. Może to kwestia tego, że on zawsze jest gościem, a ja jeszcze nie tak dawno stałam w kuchni po 13 godzin dziennie dopieszczając kubki smakowe również takim jak on. Wymagającym, dociekającym, obserwującym, ale gdy jedzenie jest naprawdę dopieszczone, obsługa jest wyedukowana, staje się najlepszym z możliwych gości. Nie tylko przez napiwek, dobre słowo, ale także przez wylizany talerz do końca. Byłam pozytywnie zaskoczona jak dobrze nas ugościliście w Szammie trzykrotnie w 2017 roku, byłam zachwycona obsługą bo wiele warszawskich lokali mogłoby się od was uczyć. No i jestem szczęśliwa, że mój przyjaciel w swoim mieście ma miejsce godne polecenia na całą Polskę. 

ZOSIEŃKA.1935, Kąpielowa 1, 42-311 Żarki Letnisko
Podobno jaki sylwester, taki cały rok. Mój rok 2017 zaczął się od najlepszej pizzy między Wiedniem a Warszawą. Nie wiem czy uwierzyłam w przesąd, ale rzeczywiście najczęściej wychodząc na jedzenie wychodziliśmy na pizzę. Niestety nie do Zosieńki, bo jednak 214 km nie było na tyle blisko by iść z buta, jednakże znalazłam trzy odpowiedniki, którymi żonglowałam w zależności od humoru. La Tomatina, Mąka i Woda i pizza na Barskiej – macie konkurencje! Zadaję sobie sporo pytań po wizycie na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej. Dlaczego w Warszawie nikt nie wpadł na to, by podawać pizzę z moim ukochanym czerwonym pieprzem? Czemu tak rzadko występuje w stolicy piec opalany drewnem? No i najważniejsze, czemu w Warszawie ledwo mieszczę w brzuchu jedną pizzę, a w Żarkach Letnisko bez problemu trzy?! Na to pytanie dalej nie znalazłam odpowiedzi, jednak jeśli będziecie w okolicy lub przejazdem zajedźcie do Violi i Jacka. W sekrecie zdradzę, że szefowa robi jeszcze lepsze tradycyjne obiady, które są dostępne w niedziele!

KITI BAR, Krucza 6/14, 00-950 Warszawa
Polać jej, bo dobrze mówi! Tak pewnie powie mój chłopak, gdy przeczyta ten emocjonalny tekst, bo jakby nie patrzeć w 2017 roku przebrnęliśmy przez większość tych miejsc razem. A gdzie mogą mi lepiej polać jak nie na Kruczej? No dobra, jest jeszcze Wilcza i Pl. Teatralny, miejsca które ostatnio poznałam dzięki pracy w Ustach. Kiti natomiast poznałam w grudniu 2016 roku, ale w 2017 było to najczęściej odwiedzane miejsce w kulinarnej Warszawie. Zbieram się do pisania o chłopakach i koktajlach w ulubionym barze od listopada. To samo mam z Concept13 tylko, że od 3 lat (sic!) Te dwa miejsca są mi tak bardzo bliskie, że pisanie o nich sprawia mi tak samo dużo radości, jak i kłopotu. Nie wiem czy sprostam wyzwaniu aby chociaż w 50% przybliżyć Wam atmosferę jaka panuje na kuchni w Concept13 i przy barze w Kiti, ale mam nadzieję, że kiedyś w końcu przeczytacie te dwa teksty i po przetrawieniu udacie się na lunch na ostatnie piętro VITKACA i na popołudniowe drineczki na Kruczą. Jeśli nie będziecie wiedzieć jaki koktajl warto spróbować polecam Corn&Oil, trunek od którego zaczynam każdy wieczór w Kiti.

FALLA, Armii Wojska Polskiego 10, 81-383 Gdynia
Kiedy w 2014 roku przestałam jeść mięso z powodów zdrowotnych, warzywa strączkowe stały się moimi najbliższymi przyjaciółmi. Hummusy, falafele, sałatki z bobem, pasty z soczewicy, to była codzienność. Potem jak pojawił się ten cały odlot na kuchnie wege, dziwnym trafem spadła jakość tych wszystkich dań na mieście, a i mi trochę się znudziły te smaki. W połowie 2016 roku zrobiłam sobie ponad rok przerwy od ciecierzycy i soczewicy, a wizyta w Gdyni spowodowała, że smak kuminu, marynowanych warzyw i harrisy, poznałam na nowo. To był ogólnie cudowny wyjazd do Trójmiasta, głównie za sprawą tych pięknych młodych kobiet po prawej, które towarzyszą mi przez całe życie, robiąc najlepszą bezę cytrynową na świecie!

JANUSZE KIMCHI, Towarowa 3, 00-811 Warszawa
Mam nadzieję, że nie odbierzecie tej pozycji w rankingu jako egoistyczne podejście do sprawy. Otóż wierzcie lub nie, jestem w tym niesamowicie obiektywna, a już zaraz wytłumaczę wam dlaczego. Ci którzy nie wiedzą, stworzyłam wraz z Magicznym Składnikiem i Anią Szczotką pop – up pod nazwą Janusze Kimchi. Przez jeden weekend serwowaliśmy dania inspirując się kuchnią koreańską i polską. Była ogórkowa na żeberkach z sokiem z kimchi, schabowe, placki ziemniaczane z  długo pieczonym boczkiem, były nawet chamskie zapiexy a w to wszystko wkomponowane było kimchi zrobione przez Anię. Całe to wydarzenie zrobiło w moim życiu niesamowitą robotę. Uno zmieniłam zdanie o ludziach ze świata blogosfery, ba ta dwójka została moimi przyjaciółmi, z którymi mogę konie kraść i jeść z jednego garnka tą samą łyżką! Dwa, podawaliśmy jedno z lepszych kimchi w 2017 w Warszawie i to nie jest tylko moja opinia albo tylko moich kilkudziesięciu znajomych, którzy wpadli na nocny zjeść coś przed imprezą albo na kaca, ale ludzi, których widziałam pierwszy raz na oczy. Zaufali nam, spróbowali i wrócili w ten sam weekend! Fajnym uczuciem było gdy okoliczne stoiska dowiadywały się o nas pocztą pantoflową, dzięki czemu wykarmiliśmy ochroniarzy, barmanów, kucharzy, sporą część obsługi nocnego marketu, a przede wszystkim mieliśmy pożywny posiłek codziennie dla siebie. Tak, codziennie jedliśmy swoje i wcale tego nie żałowaliśmy, wręcz przeciwnie. 

YOUMIKO VEGAN SUSHI, Hoża 62, 00-681 Warszawa
Mój ranking dziesięciu wspaniałych kończę w moim mieście. Okazuje się, że to jedyne miejsce, które w minionym roku zaskoczyło mnie w Warszawie. Trafiłam tam przy okazji zdjęć do wywiadu z Marysią Przybyszewską, która jest aktualnie szefową kuchni w Youmiko. Długo omijałam to miejsce, no bo co to za sushi bez ryby(?!) Kocham warzywa, ale jakoś jedyny trop, który umiałam sobie połączyć z wegetariańskim sushi to hosomaki z ogórkiem lub tykwą – masakra. Totem po prawej stronie to temari z pomidorem. Gdyby podano mi je z zamkniętymi oczami od razu powiedziałabym, że to tuńczyk o nieziemskiej konsystencji. Rozwaliło mnie to doszczętnie. Jeśli wege może tak wyglądać na co dzień, to ja wiosną mogę znowu się przerzucić na dietę bardziej zróżnicowaną. Tylko poproszę codziennie takiego pomidora!

 

Zobacz także

Brak komentarzy

Zostaw tipa