Smaku W RESTAURACJI

PALCEM PO MAPIE – CZYLI SPIS NAJLEPSZYCH CIASTEK W WARSZAWIE

9 kwietnia 2018

Desery… Jeszcze do niedawna posiadałam drugi żołądek zarezerwowany właśnie na same słodkości. Niezależnie ile zjadłam przystawek czy dań głównych, ZAWSZE miałam dodatkowe miejsce na deser. Do czasu. Lata lecą, świadomość coraz większa, a i wybredność się pojawiła – bo zjedzenie niedobrego ciastka to rzecz dla mnie straszna. Wiele razy pisałam, że najchętniej chciałabym mieć ciastko i zjeść ciastko. To kolejny argument, dla którego odbyła się ta wspaniała sesja zdjęciowa w towarzystwie moich ulubionych wypieków cukierniczych. Przed wami bardzo subiektywny, bardzo rzeczowy i bardzo słodki spis ulubionych ciastek, które towarzyszą mi od wielu lat i co lepsze, od lat są nieustająco dobre!

Każdy z nas ma swoje ulubione miejsca, które chętnie odwiedza w każdym możliwym momencie. Chyba nie zaskoczę Was, że mój wybór ograniczył się do trzech ważnych punktów w Warszawie, które często możecie zaobserwować na moich mediach społecznościowych. Nie jestem w stanie stwierdzić, które jest dla mnie najważniejsze, bo do każdego idę trochę z innego powodu. W jednym cenię niesamowite odwzorowanie tradycyjnych polskich wyrobów cukierniczych, w drugim precyzję jaką przykładają do francuskich wypieków, w trzecim intensywność smaków, gdzie stosują zarówno staropolskie jak i nowoczesne przepisy.

Mowa o Cukierni Starego Domu, Aromacie i Lukullusie, trzech zupełnie odbiegających od siebie konceptach, jednak to co ich łączy to dbałość o jakość produktów i fakt, że smak ich ciast od lat pozostaje niezmienny! Jak się okazuje te dwa czynniki nie są wcale tak bardzo oczywiste. Jeszcze do niedawna chodziłam do paru innych cukierni, które postanowiły zmodyfikować swoje przepisy stawiając na półprodukty nieswojego autorstwa – ale o tym napiszę innym razem! Dzisiaj skupmy się na superlatywach!

najlepsze ciastka w warszawie

Minimalizm i elegancja

Kto nie zna Lukullusa, ten gapa! Istniejący od 1946 roku, znalazł swoich fanów w czasach odbudowującej się Warszawy, trudnych latach PRLu i w rozkwicie lat 90, tworząc to miejsce wyjątkowym aż po dzień dzisiejszy. Prowadzony już przez trzecie pokolenie – Alberta Judyckiego (wnuka założyciela), oraz Jacka Malarskiego skupia się na uczciwym cukiernictwie, bazującym tylko na naturalnych produktach często sprowadzanych z dalekich zakątków całego świata.

Pierwsze co przychodzi mi na myśl o Lukullusie to misternie pakowane ciastka w przepiękne pudełeczka. Pamiętam je z eleganckich przyjęć u znajomych mojej mamy, kiedy pomagałam je rozkładać z kolorowych opakowań i już jako nastolatka byłam nimi zachwycona. Podawane na Białej Marii Rosenthala robiły jeszcze większe wrażenie, stawiając ciastko na pograniczu sztuki. Dziesięć lat temu ich jedyną konkurencją na tak samo wysokim poziomie była Batida lub Misianka.

To dzięki Lukullusowi przekonałam się do tarty cytrynowej, która we wcześniejszych wersjach próbowana w innych miejscach była kwaśna i o nieprzyjemnej konsystencji. Ich cytrynowy krem jest lekki i na bazie limoncello, które ma nutę słodyczy, a kruche ciasto jest z przepisu Pierr’a Herme – jednego z czołowych cukierników w Paryżu. Bomba Hrabska, towarzyszyła mi także przez wiele lat. Jestem fanką bajaderek, a wariacja na jej temat w połączeniu z wysokiej jakości rumem i holenderskim kakao powodowała, że zawsze brałam ją dodatkowo „do ręki” przy większym zamówieniu. Nie znam też lepszych drożdżówek jak te w Lukullusie, co prawda zawsze jem te owocowe, bo niestety w tej z twarogiem występują rodzynki, których od 26 lat nie jestem w stanie zrozumieć – jednak ulubiona z likierem porzeczkowym wynagradza tę małą przeszkodę. Drożdżowe buły mają tyle przyjemnego farszu w środku, maślane ciasto i mnóstwo kruszonki, że ciężko przejść obok nich obojętnie – ach no i ten zapach! Ptyś z pasją, określany często mianem ciastka firmowego, również wiele lat temu pozytywnie mnie zaskoczył. Jestem fanką kruchego ciasta, dlatego kruszonka na cieście parzonym jest tutaj jakimś objawieniem i nowym podejściem do tradycyjnych wypieków. Dodatkowo mus z marakui, a nie słodka ciężka śmietana powoduje, że takiego ptysia można zjeść z czystym sumieniem i bez ograniczeń. W sezonie letnim występują też inne owoce, w zeszłym roku miałam okazję spróbować ptysia truskawkowego, który okazał się równie lekki i smaczny.

A teraz czas na ciastko ulubione, a raczej tort, który wciąż ma bardzo mało rywali na rynku. Tort piemoncki bazuje na trzech składnikach : orzechach laskowych, mlecznej czekoladzie i cytrynie. Pierwszy składnik jest wykorzystany w czterech odsłonach. Zaczynając od biszkoptu orzechowego, esencjonalnego musu, na chrupiących płatkach i prażonych orzechach skończywszy. Zmorą wielu tortów jest dla mnie zbyt ciężki i słodki środek. W torcie piemonckim czekoladowo – orzechowy krem, niesamowicie dogaduje się z cytrynową warstwą, możliwe, że podobną jak nie tą samą co w tartaletce limoncello. Ciasto jest w konsystencji musu, na biszkoptowym spodzie z przyjemną chrupkością na wierzchu. Jest mocno orzechowy, słodki od czekolady, wyważony przez cytrynę. Jest też piękny wizualnie, świetnie komponując się z całą ideologią Lukullusa i minimalistyczną formą. 

najlepsze ciastka warszawa
najlepsze ciastka warszawa

Tradycja francuska

Zaskakujące jest, że o Aromacie dowiaduje się ode mnie bardzo wiele osób, a ja od ponad dwóch lat zajadam się ich wypiekami na okrągło. Szczególną uwagę należy tu zwrócić na francuskie tradycyjne bułki i chleby. Jeśli chcecie poczuć smak glutenu w iście paryskim stylu, to jest jedyny adres w Warszawie, który doskonale odwzorowuje te smaki. Jest to z pewnością za sprawą sprowadzanej mąki z Francji , praktyk Pani Beaty – właścicielki Aromatu, która skończyła kurs cukiernictwa w renomowanym Institut National de la Boulangerie-Pâtisserie w Rouen, oraz wysokiej jakości produktów. Kluczowe w tym miejscu jest wyrabiane ręcznie ciasto. Nie ma tutaj maszyn, które robią to za piekarzy. Wszystkie bagietki i chleby formowane są ręcznie i pozostawione do powolnej fermentacji – tak jak dzieje się to w tradycyjnym piekarnictwie na całym świecie. W lokalu na Siennej, możecie podpatrzeć jak ugniata się ciasto i na jakich płótnach pozostawione są bochenki do drugiego wyrośnięcia, gdyż ścianą dzielącą miejsce dla gości i piekarnię dzieli jedynie szklana szyba.

W ofercie Aromatu znajdziecie proste i smaczne śniadania, oczywiście ze świeżym pieczywem, kanapki w tym croque monsieur i słodkie bułki, które mogą być serwowane z aromatycznym flat whitem. Osobiście kocham ich croissanty i pain au chocolate, a po czterodniowym kursie w Le Cordon Bleu w Paryżu, teraz sama doskonale wiem jak dużo jest przy nich roboty i ile masełka idzie do środka takiego jednego cuda, aby tak majestatycznie rozpływał się w ustach do ostatniego gryza i miał przekrój warstw ciasta francuskiego jak nie jedno wiekowe drzewo w parku krajobrazowym. Może nawet uda Wam się zjeść je ciepłe, bo są wypiekane kilka razy dziennie…

Jednak to inne francuskie ciasto spędza mi sen z powiek i powoduje, że mogłabym je jeść codziennie. Rogalik migdałowy na moje szczęście jest smakiem dzieciństwa. Wspomniana już wyżej Batida w dawnych czasach miała naprawdę wysokiej jakości pieczywo, a croissanty i rogaliki migdałowe były nieodłącznym elementem moich weekendowych poranków w domu rodzinnym. Pomijając oczywiście Paryż, w którym smak tych dwóch przysmaków jest niezmienny i nie udało mi się trafić na jakiegoś złej jakości, w Warszawie po wielu latach dopiero w Aromacie spotkałam smak łudząco podobny do tego z czasów dzieciństwa. Gdy mieszkałam tuż obok Hali Mirowskiej, rogalik migdałowy na dobre zagościł w moim sercu i brzuchu, będąc nieodłącznym elementem każdego tygodnia. Nie umiem Wam przytoczyć konkretnej liczby ile ich zjadłam przez ostatnie półtora roku, ale spokojnie mogłabym pretendować do miana królowej rogalika i ubiegać się o stałą kartę tylko na ten jeden produkt! Pozytywnym aspektem jest fakt, że ani razu rogalik nie odbiegał smakiem, chrupkością i masą migdałową od poprzedniego, a jak brałam kilkanaście sztuk na tę sesję, wszystkie wyglądały równie apetycznie. Kiedyś śniło mi się, że dostałam tort urodzinowy z tych rogalików. Kto wie, może to będzie sen proroczy?

najlepsze ciastka warszawa
najlepsze ciastka warszawa

Jej Królowa Beza

Ostatnie miejsce, to cukiernia Starego Domu, która prężnie działa od 2012 roku. Ta informacja może wielu z Was zaskoczyć, bo sama chodząc na najlepszego tatara w mieście pod ten sam adres, nie wiedziałam, że jestem w stanie zakupić ciastka w oddzielnej cukierni, a nie tylko w restauracji. W Starym Domu już na samym wejściu ciastka kuszą swoim wyglądem i eleganckim ułożeniem na starym kredensie. Nie pamiętam abym kiedykolwiek wyszła stąd bez deseru (tu zawsze mam dwa żołądki, niezależnie od wieku!) Restauracji należy się oddzielny wpis na Głodnej, jednak teraz skupmy się na ciastkach.

Szefem cukierni jest Mariusz Palarczyk, który nadzoruje wyroby cukiernicze w tym miejscu od samego początku. Głównym celem cukierni, jest przybliżenie warszawiakom i obcokrajowcom tradycyjne smaki polskich wypieków z zachowaniem najwyższej staranności w odtwarzaniu sprawdzonych, domowych receptur. Bardzo to szanuję, bo w Warszawie powoli brakuje miejsc, w których na pierwszym miejscu stawia się autentyczność, a nie autorskie często zbyt wybujałe pomysły na tradycyjne smaki. Pączki niejednokrotnie były wyróżniane w rankingu najlepszych przez Gazetę Wyborczą, mazurki są lepsze niż mojej babci, do dziś nie umiem się zdecydować czy wolę ten migdałowy czy kajmakowy. Oba wyglądają niepozornie są bardzo cieniutkie, ale gdy tylko się ich spróbuje człowiek się rozpływa. Szarlotka? Każdy powinien jej chociaż raz spróbować by wiedzieć na czym dobra, klasyczna szarlotka polega – wyważone ciasto, mnóstwo jabłek i kruszonka. Drożdżówki mocno konkurują z Lukullusem, lubię przede wszystkim te z makiem bo fajnie zastępują makowca, za którym jakoś szczególnie nie przepadam.

Jednak ukłony i pielgrzymki należą się królowej bezie. O tortach bezowych mogłabym napisać oddzielną magisterkę. Jedyną konkurencją bezy w moim życiu jest czekolada i lody pistacjowe. W sumie tylko te trzy rzeczy deserowe mogłyby dla mnie istnieć. No dobra, bez rogalików migdałowych też byłoby smutno w moim życiu, więc wrzućmy jeszcze je do worka. Jak byłam dzieckiem modne były te okropne małe chrupki bezikowe, które swoją drogą nie mam pojęcia do czego były wykorzystywane. Pamiętam za to jak bardzo ich nie lubiłam, jak mnie po nich mdliło i jak długo nie rozumiałam jak ktoś może lubić tort bezowy. Nastał jednak w moim życiu dzień, w którym spróbowałam dobrej i prawdziwej bezy. Zobaczyłam, że idealna beza to ta posiadająca trzy warstwy – chrupką, ciągnącą i piankową. Od tego momentu przepadłam i gdy tylko robię sobie dłuższą przerwę od słodyczy (niestety rzadko mi się to zdarza) to zawsze moim ostatnim deserem przed nazwijmy to dietą jest solidny kawałek tortu bezowego. W Starym Domu znajdziecie aż sześć rodzajów tortów bezowych. Bardzo długo byłam fanką żurawiny lub maliny – oba bardzo ciekawie kontrastowe, wymieszane waniliowym kremem i kwaśnymi owocami powodują, że ogromna beza nie jest wyzwaniem lecz przyjemnością. Po kilkunastu wizytach dojrzałam w końcu bezę pistacjową i wpadłam jak śliwka w kompot. Jeśli tak jak ja nigdy nie byliście przekonani do słodkiego tortu na bazie alkoholu, musicie spróbować tej bezy pistacjowej! Jest tak idealnie wyważona nuta alkoholowa, ze słodyczą kremu i pistacjami, że gdybym miała wybrać ostatnią bezę w swoim życiu, to byłaby to właśnie ona. 

Tak jak wspominałam na początku ranking moich ciastek jest mocno subiektywny. Nie ma tu ładnych mini ciasteczek, które o wiele lepiej wyglądają niż smakują. No dobra jest jedno miejsce, które pod względem ładnie wyglądających deserów rozwaliło mnie smakiem i jest to UMAM w Gdyni. Ale to by było na tyle. Moje trzy wybory to miejsca, które odwiedzam od kilku lat i widzę, że ich staranność i precyzja w dopieszczaniu swoich gości doprowadza, że i ja chcę być lepsza i pieścić Was takimi tekstami jak ten. Jeśli nie macie z kim iść na dobre ciacho, albo chcecie się wybrać do którejś z tych cukierni, a nie macie z kim – wchodzę w to w ciemno! 

LUKULLUS ul. Chmielna 32, Warszawa
Czynne: pon – sob 10:00 – 22:00
niedz 10:00 – 20:00
AROMAT ul. Sienna 39, Warszwa
Czynne pon – pt 7:00 – 19:00
sob 7:00 – 16:00
CUKIERNIA STARY DOM ul. Puławska 104, Warszawa
Czynne 10:00 – 20:00

Realizacja Sesji
Zdjęcia : Anna Sincini
Mua : Ewa Świtlak
Biżuteria : UMIAR
Studio : Dom Kultury Kadr

Zobacz także

4 komentarze

  • Reply Julia 9 kwietnia 2018 at 20:49

    Hej Daga,

    Ja tak wizualnie chciałam dać znać – fajne zdjęcia, spójne i to duża wartość dodana do wpisu 🙂

    Ale za to takie justowanie jak w akapitach (prócz tego o Jej Królowej Bezie) mimo że ładnie wygląda wizualnie to utrudnia czytanie 🙂 Lepiej czyta się ten o Królowej Bezie.

    To taki tip na przyszłość

    • Reply glodna 10 kwietnia 2018 at 09:38

      Wszystkie wasze tipy biorę do siebie, bo najważniejsze aby Wam było wygodnie 🙂 Justowanie rzeczywiście sprawia, że na komputerze strona wizualnie schludniej wygląda, ale skoro gorzej się czyta… Poprawione!

  • Reply Krisek 16 kwietnia 2018 at 12:06

    Hej, a słyszałaś o Qki – lepiej odwiedź to miejsce bo tam dopiero da się nagrzeszyć !

    • Reply glodna 17 kwietnia 2018 at 19:27

      Muszę to w takim razie zbadać!

    Zostaw tipa