Smaku W RESTAURACJI Ludzi

TAJEMNICZY GURU

9 maja 2018

Są takie miejsca, do których wchodzisz bo jest piękne wnętrze. Widać, że jest pomysł, wykonanie i estetyka.
Do restauracji GURU trafiłam kilka dni po cichym otwarciu. Wychodzi na to, że jeszcze nikt z Was o tym miejscu nie wie, więc tym bardziej cieszy mnie fakt, że mogę Was poinformować o tym pierwsza – osobiście. 

guru, nowa kuchnia hinduska, warszawa

Eksplozja wspomnień.

Azja jest cały czas dla mnie nieodkryta, chociaż marzę o niej od kilku lat ciągle nie jestem w stanie zorganizować sobie chociaż trzech tygodni, aby wybrać się w jej zakątki. Mój błąd. Jednak staram się te smaki odnajdywać, często za pomocą ekspertów (Pyza, dzięki!), ale też przyjaciół, którzy mieli okazję doświadczyć tej kuchni na własnej skórze. To co mnie spotkało dwa dni temu w restauracji Guru było czymś zupełnie nowym. Gdy mieszkałam w Amsterdamie lubowałam się w kuchni indyjskiej. Występujące tam migracje z Azji, mocno wpłynęły na cudowny rozwój kuchni azjatyckiej w Holandii. To tam jak na razie jadłam najlepszego chińczyka, japońskie fusion i sushi, oraz kuchnie indyjską. Jedyna rzecz, która momentami mi przeszkadzała, to przaśność wystroju lokalu. Złoto, towarzyszący mu bollywood, momentami odstraszały a nie przyciągały. W takie miejsca lubię wejść, zjeść i wyjść. Na ul Widok 8, było zupełnie inaczej. 

Pod koniec majówki wybrałam się na historyczne oprowadzenie po restauracjach dwudziestolecia międzywojennego, które zostało zorganizowane przez Warszawski Przewodnik. Przyznam się szczerze, że rzadko spaceruję ulicą Widok dlatego ucieszyłam się gdy skręciliśmy obok szkieletu Rotundy właśnie w stronę dobrze znanego mi adresu. Może zacznę od tego, że na Widok 8 zaczęłam swoją pierwszą pracę w gastronomii, kilka lat później trafiałam znowu na tę samą ulicę sącząc lekkie alkohole po pracy, w legendarnym barze Ramona, aż nagle w niedzielę 6 maja miałam deja vu. Ramona krzyczy z głośników, że zaprasza na piwo a w oddali widzę otwarte drzwi do restauracji. Od razu pomyślałam sobie, że w sumie nie mam pojęcia co się teraz dzieje pod tym adresem. Kojarzę jakieś piwa, koktajle, jakiś dziwny streetfood. Gdy podchodzę bliżej widzę trochę inne rozłożenie lokalu niż pamiętam je sprzed pięciu lat. Bar został trochę przesunięty na rzecz jeszcze jednego miejsca pod oknem dla gości, powiększyła się kuchnia i co najważniejsze jest możliwość obserwowania kucharzy w akcji przez szybę. Cała przestrzeń występuje w ciepłych brązach, eleganckiej skórze i przyjemnym świetle. Pamiętam, że w miejscu, w którym pracowałam mieliśmy spory problem z grą świateł, a w tym przypadku jest to rozwiązane idealnie. Podoba mi się. A gdy kelner zaprasza mnie i koleżankę do środka, chętnie zbaczam z wyznaczonej wycieczki i po spróbowaniu mango lassi żałuję, że zboczyłam tylko na chwilę.
Jednak szybko wracam, bo już po kilkudziesięciu godzinach dnia następnego. Gdy w niedzielę kelner opowiadał o opcji lunchowej, myślałam że źle usłyszałam – 19 złotych za lunch w środku centrum? Niby niemożliwe, a jednak. 

nowa kuchnia indyjska gdzie zjeść warszawa widok 8
gdzie zjeść , nowa kuchnia indyjska warszawa widok 8
Tajemnicze aam ki aachar.

Lokal na razie bywa zatłoczony jedynie w porze lunchu. Instytut francuskiego i pobliskie biura pomieszane z pracowniami artystycznymi powinny być zadowolone z tej dobrej zmiany kilka pięter niżej. Po pierwsze, mamy do czynienia z lokalem odbiegającym od stereotypów kuchni indyjskiej. Nie występuje tutaj wspomniana wyżej estetyka, która myślę wielu z nam mimo wszystko trochę przeszkadza. Przyzwyczailiśmy się do celebracji jedzenia w spokoju. W wielu artykułach możemy przeczytać, że przeszkadzają nam wrzeszczące dzieci w konsumpcji, kłótnie pracowników (to straszne, że dalej ma to miejsce w towarzystwie gości), oraz zbyt głośna muzyka. Tu poczujemy lekki powiew orientu, gdyż z głośników dobiega do nas hinduska muzyka, ale jakże spokojna. Nawet chwilę udało mi się w nią wsłuchać i sobie pomyślałam, że oglądając przy niej zabytkowe Tadż Mahal, byłabym szczęśliwa. W ramach oczekiwania na zamówiony lunch poprosiłam o chrupiący papadum, czyli cienki indyjski placek robiony na mące z ciecierzycy z dodatkiem ziaren kminku. Podawany jest w formie czekadełka wieczorami, ale że byłam głodna to kelner wyszedł mi z prośbą na przeciw i zaserwował tą cudowną przystawkę. Do tego podane są trzy chutneye przygotowywane na miejscu. Na bazie mięty z kolendrą, tamaryndowca i mango. Ten pierwszy jest ziołowo ostry i fajnie przenika przez niego sok z limonki, drugi jest słodko – kwaśny, natomiast ostatni jest przyjemną konfiturą odświeżającą kubki smakowe. Ogromnym zaskoczeniem były też pikle z mango (aam ki aachar) w towarzystwie gorczycy, ziaren kopru, kozieradki, czarnuszki i chili. Takie pikle jadłam po raz pierwszy i muszę stwierdzić, że byłam zachwycona. Z początku gdy nie wiedziałam co to jest byłam przekonana, że to papryka nadziana jakąś marynowaną rybą. Niesamowity smak i doznanie!

kuchnia indyjska, nowa restauracja w warszawie, gdzie zjeść
najlepsza kuchnia indyjska warszawa gdzie zjeść
Smaki Orientu.

A później było już tylko lepiej. Warto tu podkreślić, że papadum jadłam takie dosmaczone i dopieszczone po raz pierwszy. Na lunch macie do wyboru dwa dania – mięsne i wegetariańskie z dodatkiem ryżu lub naanów i sałatki. Wybrałam opcje mięsną czyli Makhni – maślano pomidorowe północnoindyjskie curry z kawałkami kurczaka wykończone śmietanowym musem, do tego naany i odświeżającą sałatkę z liśćmi mięty. Bardzo podoba mi się menu, w którym opisane są różne ciekawostki kuchni indyjskiej. Czy wiecie, że słowo curry pochodzi tak naprawdę z kuchni brytyjskiej ? Nazywane są tak wszystkie potrawy, które w swoim sosie mają przyprawę curry. Ja szczerze powiedziawszy dowiedziałam się tego dopiero jakiś rok temu od swojego chłopaka (dzięki B!) Na tym etapie warto także wspomnieć, że to curry różniło się od tych, które zazwyczaj jadłam. Miało w smaku ciekawą cierpkość, cudowną konsystencję i aromat. Naany ciągnące i chrupiące zarazem, czyli tak jak być powinno. Lunch za 19 złotych w tym przypadku nie jest tylko szczerym ukłonem w stronę osób, które chciałyby spróbować kuchni indyjskiej – z reguły jest ona bardzo droga, ale także dobrym początkiem do dłuższej znajomości, bo dawno nie doświadczyłam tak intensywnego pragnienia skosztowania całej karty jak najszybciej. Przejrzałam ją dokładnie i zaskoczyło mnie wiele potraw, których nigdy nie widziałam w innej restauracji indyjskiej w Warszawie. Przykładem mogą być dania z kategorii Tandoori – jagnięcina marynowana w dużej ilości masła i czarnego pieprzu, ryba marynowana w trzech pastach (miętowej, z orzechów nerkowca i jogurtu z przyprawami), smażone kwiaty kalafiora w otoczce z pikantnego ciasta na bazie chili i wędzonych pomidorów. Przez sam opis zgłodniałam! Dodatkowym plusem są krótkie wprowadzenia, nie tylko tego na co składa się poszczególne danie fajne są tutaj wątki historyczne, w które nigdy specjalnie się nie zagłębiałam. Jak przeczytałam, że dynastia Mughal zajadała się mieloną jagnięciną z dodatkiem suszonych owoców i ziół nagle przestało mi przeszkadzać, że w karcie opisane jest to jako Kebab. Korma, w której się lubuję nabrała nowego znaczenia, gdy dowiedziałam się, że zaserwowali ją po raz pierwszy podczas inauguracji Tadż Mahal.

najlepsza kuchnia indyjska w warszawie gdzie zjeść
kucharze najlepsza kuchnia indyjska w warszawie
Życie z widokiem na Tadż Mahal

Chociaż nie możemy cofnąć się w czasie i skosztować przygotowanych dań przez kucharzy dla najpotężniejszych hinduskich władców, możemy poznać smaki Kundana i Selliego, dwóch wybitnych kucharzy z dwudziestoletnim doświadczeniem. Przeprowadzili się z Niemczech i Danii na rzecz pracy w restauracji Guru. Obserwowali mnie przez kuchenne okienko jak pałaszowałam soczystego kurczaka, rwąc naana i maczając go w sosie. Gdy coś tak bardzo mi smakuje, zachowuje się jak dziecko. Jem rękoma, brudzę się, śmieję sama do siebie, staję się bardzo bezpośrednia i szczera, niczego się nie wstydząc. Takim dzieckiem byłam i tak potrafię się zachowywać gdy ktoś da mi coś tak bardzo ważnego – jak nowy smak. Miałam ochotę ich poprzytulać, ale w moim szczerym uścisku dłoni chyba wyczuli, że niebawem znowu się zobaczymy.

Gdy skończyłam jeść podszedł do mnie Pan Nipun Gupta z pytaniem czy wszystko smakowało. Właściciele dzielą się dla mnie na dwie kategorie. Bywają niesamowicie skromni, bezpretensjonalni i uprzejmi, albo są aroganccy, wywyższający się i ewidentnie z kompleksami. Pan Nipun zalicza się zdecydowanie do tej pierwszej grupy. Przez pierwsze kilkanaście lat życia mieszkał w Agrze z widokiem na Tadż Mahal. Tym bardziej podoba mi się fakt, że podkreśla w karcie nawiązania do swoich korzeni. Jako nastolatek wyjechał do Anglii, aż w 1989 przeprowadził się do Polski, zakochany i pełen nadziei. Studiował inżynierię na Politechnice, a później ukończył dodatkowo zarządzanie na SGH. Chociaż poszedł w stronę korporacyjną i w niej się do dziś spełnia, zawsze marzył o restauracji. Niby znamy taki scenariusz, niejednokrotnie o takim słyszeliśmy. Jednak po rozmowie z Panem Nipunem można dostrzec wiele różnic. Pomimo kuchni indyjskiej, bazuje na mięsie od polskich rolników. Nie bawi się za sprowadzanie wysokiej jakości mięsa z dalekich zakątków świata. Wie, że to co mamy tutaj na miejscu jest najlepsze, co może dostać. W karcie win, która jest ciekawie skomponowana z pomocą francuskiego sommaliera, znajdziemy także wina z polskich winnic. Ziarna kawy palone są specjalnie dla Guru pod Warszawą, a gospodarstwo Majlertów nie jest w tym miejscu obce. Pan Nipun czuje się Polakiem, a ja pomimo drobnych różnic czuję jak bardzo jesteśmy do siebie podobni. Najważniejsze to gastronomia prowadzona z rozsądkiem!

Na zakończenie chciałabym powiedzieć wszystkim przyszłym i niedoszłym restauratorom i właścicielom, że wizytówką lokalu powinny być lunche. Nie wszystkich stać by móc celebrować kilkudaniową kolację. Sama jeśli gdzieś chce wydać większe pieniądze, wolę sprawdzić miejsce w porze lunchowej by dowiedzieć się o jakości produktu, stosunku jakości do ceny i podejściu obsługi do gościa. Dziwi mnie fakt, że w wielu miejscach lunch to resztki, brak finezji i ewidentny brak wyobraźni. W restauracji Guru, wszystko wypadło celująco. A tajemniczy Guru widniejący w logotypie, jest tylko tego potwierdzeniem. W końcu mistrzowie wcale nie muszą się wywyższać, po prostu robią robotę. To cenię w takich miejscach najbardziej.  

GURU, ul. Widok 8, Warszawa
Czynne : 12:00 – 22:00

 

Zobacz także

Brak komentarzy

Zostaw tipa