Wrażeń

KATHARSIS

2 września 2018

Chyba przestaję cokolwiek planować, bo z tymi planami to szlag może trafić. Wyznaczasz sobie tor, mniej więcej prostą, aż nagle z dnia na dzień zmienia ci się życie o osiemdziesiąt pięć stopni (bo sto osiemdziesiąt to by była lekka przesada), a kiedy zdążysz się obejrzeć mija miesiąc, albo nawet ciut ponad.

leze i pachne

Codziennie usprawiedliwienia.

Naprawdę od trzech tygodni szukam mocnych argumentów potwierdzających moją słuszność w wyborze jakiego dokonałam raptem z dnia na dzień. Dostałam jak mogłoby się wydawać pracę marzeń, o której intensywnie myślałam od 2014 roku. Nota bene w tym samym roku zaczęłam uczyć się cierpliwości, więc cierpliwie czekałam – na ofertę, aż sama przyjdzie. No dobra, jedną wstępnie złożyłam trzy miesiące temu i cierpliwie czekam – nadal. A w międzyczasie pojawiła się nowa, niewyobrażalnie spektakularna, nieoczywista i z wysoko postawioną poprzeczką. Po pierwszym dniu pomyślałam sobie, „w niczym ta nowa praca mi nie koliduje, dam radę.” Po tygodniu pomyślałam „no dobra, początek będzie ciężki, ale dam radę.” Kilka dni temu zaczęłam szukać codziennie usprawiedliwienia, zamiast mówić dzień dobry do osoby mi bliskiej. Non sens. Przecież tak nie można.

Przyznaj się, że tęsknisz.

Tak, zdałam sobie sprawę, że się stęskniłam. Za swoimi myślami, za swoim pisaniem i swoimi czytelnikami. Zdążyłam przez nawał swojej nowej korporacyjnej pracy na chwilę zapomnieć co jest dla mnie istotne. Wielu z Was widzi mnie ostatnio na Nocnym – owszem, ale jestem tam z reguły w pracy. Widzicie mnie jak wrzucam na instagrama relacje z nowych miejsc – owszem, byłam tam, ale w czasie nierzeczywistym. Co ja Wam będę to ukrywać, z resztą wy to wiecie, jesteście mądrzy. Staram się to wszystko w miarę dobrze łączyć, zaznaczam ciągle swoją obecność i krótkimi komunikatami zaczepiam Was byście o mnie nie zapomnieli. A gdybym tylko mogła, to najchętniej bym się z Wami wszystkimi spotkała i opowiedziała historię, która nie ma końca, ale ma już początek.

Do meritum.

Jak zwykle mam problem z zakończeniem, bo nieustannie czuję, że to „jeszcze nie pora”. Naprawdę nie umiem już zliczyć ile tekstów mam napisanych bez zakończenia, które czekają w folderze „robocze”. Zatem postanowienie jest słuszne : nie będę przejmować się zakończeniem. Może dzięki temu moja fobia pryśnie jak bańka, a może warto zostawić to po prostu bez zakończenia?

Za zdjęcia dziękuję Ewie Wasilewskiej,
która zainspirowała mnie aby zacząć pisać do Was to,
co do Niej zdarza mi się osobiście. 

Zobacz także

No Comments

Leave a Reply